poniedziałek, 5 listopada 2012

Zabawa płomieniem

Ostatnio chyba zaczynam wierzyć w fatum... Dziwne zbiegi okoliczności i spotykanie ludzi w najmniej oczekiwanym momencie... Ok, kwestia przypadku kwestią przypadku, ale kiedy coś takiego powtarza się notorycznie?? Może mam jakąś dziwną aurę wokół siebie, może moje myśli i podświadomość przyciągają takie wydarzenia.... No nie wiem. Nie umiem sobie tego logicznie wytłumaczyć. Jak to się dzieje, że moja ścieżka ciągle krzyżuje się z jego ścieżką??? I tak już od roku. Pełny rok. Tak, przyznaję się- podoba mi się cholernie, ciągnie mnie do niego, ale im bardziej się nad tym zastanawiam, tym więcej przeszkód widzę. A on? On jest jak wiatr... lotny, niespokojny, nieprzewidywalny. O tak. Nieprzewidywalny to bardzo dobre słowo by go okreslić. Rok nie potrafię go zrozumieć nie potrafię dojść o co mu chodzi, czego doe mnie chce... Kolejne pół roku próbowałam go sobie wybić z głowy, a on jak gdyby nigdy nic pojawia się, zaprasza na imprezę i mąci mi w głowie! Ahhh... Oszołomienie, brak świadomości tego co będzie jutro... Głupie hormony! I alkohol. Po alkoholu dzieją się różne rzeczy. Nie, nie nie nie! Nie reagować, nie robić sobie żadnych nadziei, nie ufać. Haaaaa! Agata. Z Agatą było identycznie. Nie chce się zauroczyć, nie chcę potem znowu cierpieć, nieeeee...

W głowie milion razy układałam plan... co powiem, jak zaargumentuję.. "Boję się Ciebie. Boję się otworzyć, boję się zaufać. Wiem że jeżeli się otworzę będzie po mnie. Wszystkie moje słabości, najdelikatniejsze struny. Do perfekcji opanowałam udawanie twardzielki. Tej niedostępnej, obojętnej. Tak. Umiem udawać nawet wtedy gdy od środka skręca mnie w znak nieskonczoności"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz