Pozbycie się negatywnych emocji wcale nie sprawia że wszystko samo się rozwiązuje (tak jak właściwie mi się wydawało...) Dziś krąży mi po głowie milion wspomnień, a każde jakimś dziwnym sposobem związane z kimś, kogo w moim życiu już nie ma... Tęskni mi się za bliskością C., za radoscią Ko. i za autem Ka. :P Tak, tak... tachając zakupy doceniłam jak świetnie było mieć faceta z autem. Znowu przywołuję w myślach C. heh... do tej pory działało,., ale działało na zasadzie mojej złości i frustracji. Teraz już jej nie ma. Chyba nie jestem w stanie go przywołac pozytywnymi emocjami.... a szkoda... Najzabawniejsze jest to, ze nie tęsknię za nim samym jako osobą, tylko za tym jak czułam się kiedy był obok. To chyba nazywa się samotność... Nic innego... Tak długo biłam się z tęsknotą posiadania kogoś obok siebie, ze niemal wyparłam ją z świadomości. Tak by było łatwiej... By nie bolało... Chciała bym wrócić do czasów kiedy za nikim tak nei tęskniłam, kiedy wszystko było zupełnie inne...
Żyję jakby zawieszona pomiędzy światami... I nawet nie mam z kim podzielić się tym... Żałosnie wylewam swoje nostalgie na wirtualny papier. A "papier" chłonie. Chłoń! Chłoń papierze! Boże... to już dwa lata... Dwa lata egzystuję niczym zawieszona w próżni... Czekająć, licząć że wreszcie coś się zmieni... Nie umiejąć podnieść sie by siłą siebie samej zmienić wszystko co mi nie odpowiada. Jestem żałośna. To wszystko przez niego, przez Ka. Zabrał mi całą radość mnie samej, całą swobodę i lekkość bytu. Zachwiał całym moim swiatem i zburzył go.
A ja czekam, czekam zamiast wziąć wszystko w swoje ręce... Brak mi sił. A może jestem zbyt leniwa.... Zbyt przyzwyczajona że wszystko samo się jakoś tak zawsze rozwiązywało...Teraz się nie rozwiązuje.
Tak cholernie tęsknię za stanem kiedy nie tęskniłam za niczym... ani za nikim...
poniedziałek, 15 października 2012
niedziela, 14 października 2012
"Inaczej"
Jest inaczej. Chyba minął czas mega doła. Dzięki Pawłowi i jego magic-czary-mary-NLP. Wykluczyłam z swojego życia G. i nie jest mi z tym źle! Cieszę się że tak jest. Że nie sprowadza mnie to do parteru, że nie jest mi cholernie przykro jak zapewne by było gdyby nie pranie mózgu które przeszłam. Bo przecież nie potrzebuję w swoim życiu pseudo przyjaciół. Nie potrzebuję kogoś kto jest tak wygodny, że odzywa się tylko wtedy, kiedy jest mu wygodnie. A G. właśnie taki jest. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że to koniec naszej relacji. Koniec fajnej przyjaźni która spieprzyła się właśnie przez to, że jest przyjaźnią między kobietą a mężczyzną. Ja odnalazłam się w tym. Mimo że mogła bym go kochać, zdecydowałam go lubić i być "przyjaciółką", ale odsunięcie mnie od siebie kiedy zjawiła się ona,- O. wytrąciło mnie z tego schematu. Poczułam się odrzucona i urażona, a to że nie dali mi znać że idą na imprezę było tylko iskrą która roznieciła ten pożar. Teraz? A teraz ja będę miała to w nosie. Stracił świetną osobę na rzecz świetnego seksu i wygodnictwa. Jego broszka. Najwyraźniej nie jest wart zaufania ktorym go obdażyłam. Heh... jak to patetycznie brzmi.... Może zwyczajnie ukrywam przed sobą i światem, że boli mnie jego wybór? Może... A może bardziej chodzi o sposób w jaki mnie traktuje kiedy wróciła. Czuję się jak jakaś pieprzona kochanka która musi się ukrywać przed żoną!
"Jesteś przyjaciółką"... Nie. Już nie jestem.
Jest inaczej. Chyba minął czas mega doła. Dzięki Pawłowi i jego magic-czary-mary-NLP. Wykluczyłam z swojego życia G. i nie jest mi z tym źle! Cieszę się że tak jest. Że nie sprowadza mnie to do parteru, że nie jest mi cholernie przykro jak zapewne by było gdyby nie pranie mózgu które przeszłam. Bo przecież nie potrzebuję w swoim życiu pseudo przyjaciół. Nie potrzebuję kogoś kto jest tak wygodny, że odzywa się tylko wtedy, kiedy jest mu wygodnie. A G. właśnie taki jest. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że to koniec naszej relacji. Koniec fajnej przyjaźni która spieprzyła się właśnie przez to, że jest przyjaźnią między kobietą a mężczyzną. Ja odnalazłam się w tym. Mimo że mogła bym go kochać, zdecydowałam go lubić i być "przyjaciółką", ale odsunięcie mnie od siebie kiedy zjawiła się ona,- O. wytrąciło mnie z tego schematu. Poczułam się odrzucona i urażona, a to że nie dali mi znać że idą na imprezę było tylko iskrą która roznieciła ten pożar. Teraz? A teraz ja będę miała to w nosie. Stracił świetną osobę na rzecz świetnego seksu i wygodnictwa. Jego broszka. Najwyraźniej nie jest wart zaufania ktorym go obdażyłam. Heh... jak to patetycznie brzmi.... Może zwyczajnie ukrywam przed sobą i światem, że boli mnie jego wybór? Może... A może bardziej chodzi o sposób w jaki mnie traktuje kiedy wróciła. Czuję się jak jakaś pieprzona kochanka która musi się ukrywać przed żoną!
"Jesteś przyjaciółką"... Nie. Już nie jestem.
piątek, 5 października 2012
"Co mnie nie zabije uczyni ze mnie zimną sukę"
Jedno zdjęcie potrafi przytłumić obraz dnia. Jedna piosenka, przypomnieć sobie że istenieje tęsknota. Kilka łyków kawy by spróbować raz jeszcze podnieść się i walczyć. Nie jestem silna. Może taką udaję, może wmawiają mi to przyjaciele... Milon "może'. Nie jestem. Mam gorsze dni i życie uwielbia kopać mnie po dupie. Tak jakby było przekonane, że zniose te kopniaki...
"Co mnie nie zabije to wzmocni" przerobiłam bym to na "Co mnie nie zabije, zapewne uczyni ze mnie zimną sukę". Łatwiej, stanowczo łatwiej. Wyłączyć emocje, uczucia i mieć wyjebane. Ok, ok. wiem że tak potrafię, ale muszę mieć cel... Jakikolwiek... Teraz? Brakuje mi celu, czegoś, do czego będę dążyła. I co teraz? Huczy w głowie... Co teraz??? Co mam zrobić, dokąd się udać, jak się pozbierać???
Gdzieś w środku jeszcze tli się głos; "G.! Co się z Toba dzieje dziewczyno?! K. zabrał Ci całą radosc życia? Przeciez tyle fantastycznych rzeczy wydarzyło się od kiedy go nie ma! " No nie ma go... I nie ma też nikogo innego...
Pocieszacz:
Tak
Jedno zdjęcie potrafi przytłumić obraz dnia. Jedna piosenka, przypomnieć sobie że istenieje tęsknota. Kilka łyków kawy by spróbować raz jeszcze podnieść się i walczyć. Nie jestem silna. Może taką udaję, może wmawiają mi to przyjaciele... Milon "może'. Nie jestem. Mam gorsze dni i życie uwielbia kopać mnie po dupie. Tak jakby było przekonane, że zniose te kopniaki...
"Co mnie nie zabije to wzmocni" przerobiłam bym to na "Co mnie nie zabije, zapewne uczyni ze mnie zimną sukę". Łatwiej, stanowczo łatwiej. Wyłączyć emocje, uczucia i mieć wyjebane. Ok, ok. wiem że tak potrafię, ale muszę mieć cel... Jakikolwiek... Teraz? Brakuje mi celu, czegoś, do czego będę dążyła. I co teraz? Huczy w głowie... Co teraz??? Co mam zrobić, dokąd się udać, jak się pozbierać???
Gdzieś w środku jeszcze tli się głos; "G.! Co się z Toba dzieje dziewczyno?! K. zabrał Ci całą radosc życia? Przeciez tyle fantastycznych rzeczy wydarzyło się od kiedy go nie ma! " No nie ma go... I nie ma też nikogo innego...
Pocieszacz:
Tak
czwartek, 4 października 2012
Hymmm... Moj pierwszy post. Nigdy nie bawiłam się w takie rzeczy, ale chyba tego potrzebuję. Uzewnętrznić się. Wylać swoje zakręcone życie gdzieś indziej niż na kogoś, kto może słuchać. Nie zrozumcie mnie źle, nie nie- to nie jest tak, że nie mam przyjaciół! Wręcz przeciwnie! Mam i to wspaniałych. Tylko czasami czuję się bardziej samotna niż ktoś kto ma takich przyjaciół.
A więc mamy czwartkowy wieczór, a ja biję się z myślami... Ja, D. ucząca się do znienawidzonego angielskiego, jakies hałasy na zawnątrz... Ktoś chodzi piętro wyżej, ktoś zmywa- jak to w akademiku. Wieczny hałas. I ja. Ta 24-latka próbująca ogarnąć swoje życie kolejny raz. Czy źle lokuję uczucia? Czy zbyt mocno przejmuję się? Być może... taki chyba już los kogoś, kto jest zbyt wybredny na "grzecznego chłopaka"... Trzy totalnie nieudane zauroczenia... I jakiś rodzaj bólu i tęsknoty za fizyczną bliskością. Heh... Już nawet nie wiem jakie im nadać skróty bo każdy z nich ma imię na K. No poza C. bo też K, ale w wersji amerykańskiej. Tak , tak- zauroczyłam się w amerykaninie. Doskonale wiedziałam, że wyjeżdzam i że nie powinnam... Ale co z tego? Serce nie sługa i jak zwykle zorientowałam się po fakcie. A teraz boli. Bo nie odzywa się, bo ignoruje... Ignoracja to chyba najgorszy rodzaj zniechęcenia mnie. A ja? Przecież jestem twarda, przecież mnie nic nie rusza. Ta;] Nic a nic;] Ani odrobinkę nie jest mi przykro. Wiem doskonale, że to kiedyś musiało umrzeć śmiercia naturalną... Niby wiem, ale co z tego? Może to lepiej... Im szybciej mi przejdzie tym lepiej dla mnie. Już raz tęskniłam długo i mocno, Powtórka z rozrywki? Najwodoczniej wbilam się w schemat- pałać gorącym uczuciem do kogoś, kto jest bardzo daleko, albo jest niedostęny. Głupia!... Dobrze że raczej nikt nie będzie czytał tych moich żałosnych żali do świat. Czasem tylko się tak zastanawiam, czy ja poprostu nie zasłużyłam na to, by być przez jakiś czas szczęśliwa... dwa lata. Właśnie minęły dwa lata... On? On będzie teraz ojcem. Z nią... z tą, która teoretycznia była dla niego "tępą blondynką"... Niby czas leczy rany, ale to chyba jest tak, że kiedy kogoś kochasz oddajesz mu jakąś część siebie. Ta część już nigdy do Ciebie nie wraca. Oddałam. Potężny kawał mojego serca. A teraz jestem tak oto sobie... Ja, moje myśli o:
a) C. który mnie ignoruje... Miło mi. Jestem G. mam 24 lata i faceci na ktorych mi zależy uwielbiają mieć mnie w nosie.
b) Ko. który znowu mnie wystawił do wiatru... Miło mi ponownie. Mam ochotę go zabić (a w międzyczasie jest mi przykro)
c) Ka. na którego lekiem miało być tych dwóch wyżej - a to peszek, każdy z nich mnie olał. NICE.
A do tego wszystkiego tkwię w trójkącie... Ja, On i Ona. Czytaj: Ja, G. i O. Bo G. ze mną tańczy, rozmawia i spędza czas a z O. sypia. Teoretycznie nie powinno mnie to obchodzić i nie obchodziło by mnie gdybym tak bardzo nie lubiła G. No... Może inaczej- łapała się na tym, że patrze na niego czasami jak na faceta... ale cóż... G nie chce mieć dziewczyny, tylko ruchadełko...No i ma. Albo nie chce mi sprawiać przykrości?? To po hu... go się ze mną spotyka?! Ba! Izoluje nas od siebie. Kiedy z nią idzie na imprezę nic mi nie mówi... Tak jak dziś... a mi ZNOWU jest przykro. Zaje... kurwa...biście.
Co za dzień... Jeden sukces muszę opłakać trzema innymi rzeczami które są do dupy.
A więc mamy czwartkowy wieczór, a ja biję się z myślami... Ja, D. ucząca się do znienawidzonego angielskiego, jakies hałasy na zawnątrz... Ktoś chodzi piętro wyżej, ktoś zmywa- jak to w akademiku. Wieczny hałas. I ja. Ta 24-latka próbująca ogarnąć swoje życie kolejny raz. Czy źle lokuję uczucia? Czy zbyt mocno przejmuję się? Być może... taki chyba już los kogoś, kto jest zbyt wybredny na "grzecznego chłopaka"... Trzy totalnie nieudane zauroczenia... I jakiś rodzaj bólu i tęsknoty za fizyczną bliskością. Heh... Już nawet nie wiem jakie im nadać skróty bo każdy z nich ma imię na K. No poza C. bo też K, ale w wersji amerykańskiej. Tak , tak- zauroczyłam się w amerykaninie. Doskonale wiedziałam, że wyjeżdzam i że nie powinnam... Ale co z tego? Serce nie sługa i jak zwykle zorientowałam się po fakcie. A teraz boli. Bo nie odzywa się, bo ignoruje... Ignoracja to chyba najgorszy rodzaj zniechęcenia mnie. A ja? Przecież jestem twarda, przecież mnie nic nie rusza. Ta;] Nic a nic;] Ani odrobinkę nie jest mi przykro. Wiem doskonale, że to kiedyś musiało umrzeć śmiercia naturalną... Niby wiem, ale co z tego? Może to lepiej... Im szybciej mi przejdzie tym lepiej dla mnie. Już raz tęskniłam długo i mocno, Powtórka z rozrywki? Najwodoczniej wbilam się w schemat- pałać gorącym uczuciem do kogoś, kto jest bardzo daleko, albo jest niedostęny. Głupia!... Dobrze że raczej nikt nie będzie czytał tych moich żałosnych żali do świat. Czasem tylko się tak zastanawiam, czy ja poprostu nie zasłużyłam na to, by być przez jakiś czas szczęśliwa... dwa lata. Właśnie minęły dwa lata... On? On będzie teraz ojcem. Z nią... z tą, która teoretycznia była dla niego "tępą blondynką"... Niby czas leczy rany, ale to chyba jest tak, że kiedy kogoś kochasz oddajesz mu jakąś część siebie. Ta część już nigdy do Ciebie nie wraca. Oddałam. Potężny kawał mojego serca. A teraz jestem tak oto sobie... Ja, moje myśli o:
a) C. który mnie ignoruje... Miło mi. Jestem G. mam 24 lata i faceci na ktorych mi zależy uwielbiają mieć mnie w nosie.
b) Ko. który znowu mnie wystawił do wiatru... Miło mi ponownie. Mam ochotę go zabić (a w międzyczasie jest mi przykro)
c) Ka. na którego lekiem miało być tych dwóch wyżej - a to peszek, każdy z nich mnie olał. NICE.
A do tego wszystkiego tkwię w trójkącie... Ja, On i Ona. Czytaj: Ja, G. i O. Bo G. ze mną tańczy, rozmawia i spędza czas a z O. sypia. Teoretycznie nie powinno mnie to obchodzić i nie obchodziło by mnie gdybym tak bardzo nie lubiła G. No... Może inaczej- łapała się na tym, że patrze na niego czasami jak na faceta... ale cóż... G nie chce mieć dziewczyny, tylko ruchadełko...No i ma. Albo nie chce mi sprawiać przykrości?? To po hu... go się ze mną spotyka?! Ba! Izoluje nas od siebie. Kiedy z nią idzie na imprezę nic mi nie mówi... Tak jak dziś... a mi ZNOWU jest przykro. Zaje... kurwa...biście.
Co za dzień... Jeden sukces muszę opłakać trzema innymi rzeczami które są do dupy.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)