Czasami myśli pochłaniają taką ilość naszej energii że aż nas to męczy. Moje myśli mnie męczą strasznie. Nie mogę się skupić, nie mogę dzialać konstruktywnie. "Wierzyć? Nie wierzyć? Czekać? Zobaczyć co będzie?" ... Kochankowie... dziecko... Boże drogi! To brzmi jak jakaś telenowela braylijska... A w głowie milion scenariuszy, milion rozmów i milion rzeczy które chciala bym mu powiedzieć. Teoretycznie z Pawłem ustaliłam czego chcę i na jakich warunkach, ale po drodzę gubię sie w tym trochę... Boję się... sama nie wiem czego... Wymyśliłam sobie że jeżeli spotkamy się jeszcze raz to wyjaśnimy sobie to i owo. Mogła bym to rozwiązać szybko, ale waham się.... cały czas... Tak jak powiedziała Mira... "Ciągłe wahanie" Raz będę go chciała jak cholera, a z kolei innym razem będę chciała sie go pozbyć. Nizbyt perspektywiczna wizja najbliższej przyszłości. Ale cóż mam na to poradzić? Nic na to nie poradzę. Zawrócił mi w głowie i dopóty ktoś inny nie stanie na mojej drodze, albo nei wyjadę to będę się męczyć. Boże... a może zwyczajnie przekuć tę moją mękę w coś fajnego??? A może z wady zrobić zaletę? Przestać się spinać i przejmować? Hymmm... Zaprosić go na imprezę w Senso znowu??? A co jeżeli odmowi? To trudno. I tak będę się dobrze bawiła. Kurcze... łapię się na myśli że chciala bym go znowu zobaczyć. Zły znak. Albo zrobić krok do przodu i zacząc bardziej ingerować, albo dalej się męczyć z nadzieją że znowu przez przypadek się spotkamy... "Kochankowie"... Paskudna sugestia. Chyba czasami lepiej nicznego nie wiedziec. W tym wypadku mogła by to być miła niespodzianka, a tak siedzę jak na szpoilkach i czekam na bieg wydarzeń. A czas płynie powoli. W głowie ciągle on. Bleeeeeeee!!!
No i may na horyzoncie znowu Grzesia i Colina. A Colin na mnie czeka... Tylko on nie będzie czekał w nieskonczoność... Może teraz, z perspektywy czasu idealizuje go troche, bo na poczatku były zgrzyty między nami, ale on naprawdę sprawia że czuję się piękna i wartościowa... A właśnie tego szukam. On czekający tam, daleko, i On będący tak blisko a jednocześnie tak daleko. W zasadzie to jestem w dobrej sytuacji. I tu ktoś jest i tam. Wygodnie. Więc o co mi właściwie chodzi? Że chcę aby stuacja z tym blisko bardziej się zazębiła??? To juz wtedy nie będę w stanie myśleć kompetnie o niczym;];];] może tak ma właśnie być.;]? W zasadzie na jedno wychodzi bo czy to czy sio i tak jestem zaburzona.
Znajdź pozytywy. Znajdź pozytywy. Co jest pozytywnego w tym wszystkim???
Inspiruje mnie z muzyką, to napewno. Motwuje mnie do więszego dbania o moje ciało. Nie ogladam sie na innych facetów... Oj taaak.